Przychodnia Weterynaryjna TeodorBlog

  • Pseudohodowle

    08/09/2017

    Ostatnio krąży po sieci relacja z interwencji w pseudohodowli. Odebrano 170 psów, żyjących i umierających w strasznych warunkach, brudzie i głodzie. Szkoda tych biednych, chorych zwierząt, smutek w ich oczach chwyta za serce. W komentarzach wyrażacie współczucie dla psów i groźby wobec tych, co dopuścili się znęcania nad nimi. Wylewają się wiadra łez i hejtu, co byście zrobili tym zwyrodniałym skur... gdybyście mogli.

    Ale wiecie co? Nic nie zrobicie, bo to sprawa dla policji, sądu, lekarzy weterynarii, pracowników i wolontariuszy fundacji ratujących zwierzęta. Od tego są prawne procedury dotyczące łamania ustawy o ochronie zwierząt i są służby które się tym zajmują.

    Spójrzcie za to wokół, ilu z Was ostatnio kupiło szczeniaczka z ogłoszenia na portalu? Ilu Waszych sąsiadów, znajomych, współpracowników pokazywało zdjęcia nowego domownika? Nabytego z okazji Gwiazdki, urodzin dziecka, Walentynek, z powodu chęci posiadania zwierzaka? Ile szczeniaczków mijacie wychodząc z domu czy spacerując po parku? Rozejrzyjcie się.

    Powiemy Wam, jak to wygląda z naszej perspektywy. I jaki w tym procederze jest udział zwykłych ludzi. I co możecie zrobić, żeby pomóc.

    Jesteśmy niedużą przychodnią, tygodniowo przyjmujemy od dwóch do pięciu nowych psów, najczęściej szczeniąt. Zwykle pierwsze wizyty odbywają się całą rodziną w asyście dzieci, bo wszyscy chcą się pochwalić nowym nabytkiem. Cieszymy się, że angażujecie się w opiekę nad psiakiem. Odpowiadamy na pytania, jak karmić, kiedy szczepić i kiedy wychodzić na dwór. Polecamy przedszkola dla szczeniąt. I naprawdę lubimy te wizyty, bo małe zwierzątka są urocze, nowi właściciele zainteresowani i pełni chęci, żeby jak najlepiej o nie zadbać.

    Czasem jednak coś zgrzyta. Widzicie jak odrobinę krzywimy się, kiedy na pytanie o książeczkę zdrowia słyszymy, że hodowca powiedział żeby wystawić nową. Metryka albo rodowód? Po co, pies nie będzie fanaberią chodzącą na wystawy, ma być kochany. Pchły? Jak to pchły, miał być zdrowy? Stan podgorączkowy i katar to może być nosówka? Ale jak to? Widzicie, jak lekko wzdychamy. Czy widzieliście matkę szczeniąt? Nie, bo hodowca powiedział, że można na butach przynieść zarazki, więc umówił się na odbiór szczeniaka w centrum handlowym. Umowa? Przecież to nie odkurzacz, żeby mieć umowę kupna-sprzedaży. Widzicie, jak powstrzymujemy się przed załamywaniem rąk.

    Nikt nie lubi być pouczany i nikt nie lubi, żeby mu wytykać błędy. Wiemy o tym. My też tego nie lubimy. Nie lubimy mówić Wam, że nowy nabytek będzie wymagał inwestycji - kompletu szczepień (bo pewnie żadnych nie miał, a to że hodowca mówił, że miał to dla nas nie jest dowód), operacji przepukliny, porządnego odrobaczenia i odpchlenia, leczenia uszu. Uświadamiamy, że nie ma 12 tygodni, tylko najwyżej 5 i że został za wcześnie zabrany od matki, co znaczy że będzie wymagał więcej uwagi przy karmieniu i więcej pracy przy socjalizacji. Bo dopiero wyrzynają mu się mleczne zęby, trzeba go nauczyć jeść, a że dopiero zaczyna poznawać świat, to Waszą rolą będzie nauczyć go kontaktów z ludźmi i innymi zwierzętami oraz zapoznać z noszeniem obroży, smyczy, widokiem samochodów i drzew.

    Naprawdę wolimy przytulać szczeniaczka, który jest zdrowy i z uśmiechem stwierdzić, że to pies idealny. Wolimy przejrzeć jego papiery i powiedzieć, że wszystko w porządku. To są najmilsze wizyty.

    Kiedy Wasz pies odbiega od tej idealnej sytuacji i jeszcze okazuje się, że samo jego kupno też jest dalekie od ideału, czujecie irytację. Najczęściej na nas jako dostarczycieli złych wieści. Wiecie, że nie podoba się Wam to, co mówimy. Jesteście trochę urażeni, że nie podzielamy zachwytu nad rozbrajającym szczeniaczkiem. Wiecie, że czujecie się zarazem oszukani i trochę rozżaleni, że Wasze dobre serce, które kazało Wam "uratować" pieska ze złych warunków nie zostaje docenione. Bo często zdajecie sobie sprawę, że coś było nie tak, że jednak trochę za dużo rzeczy było niejawnych lub niedopowiedzianych, a piesek od początku wydawał się brudny i smutny.
    Wiecie, że nie byliście gotowi na koszty, których wizję snujemy. Wiecie, że oburza Was scenariusz, w którym spędzacie pierwsze dni ze szczeniakiem w lecznicy na kroplówkach i kosztuje Was to czas, nerwy i tak, również pieniądze.

    Czego nie wiecie?

    Nie wiecie, że jesteście kolejną rodziną, której takie informacje przekazujemy. Mimo że staje się to rutyną, jesteśmy tak samo zaangażowani w każdą taką rozmowę i w każde psie istnienie.

    Nie wiecie, że jesteśmy mili i naprawdę staramy się powiedzieć to wszystko z uśmiechem i że jeśli sytuacja na to pozwala, to staramy się przekazywać Wam optymistyczne wersje zdarzeń. Nie te, w których szczeniaczek umiera na nosówkę, z powodu pasożytów albo wad genetycznych, chociaż te scenariusze są realne dla nas i dla wielu naszych pacjentów.

    Nie wiecie, że musieliście czekać na wizytę, bo pacjent przed Wami to suczka odebrana z pseudohodowli, gdzie rodziła dopóty, aż już dłużej nie mogła. I że długa wizyta to długa lista jej problemów, które musimy omówić z jej nowym Właścicielem. Być może to ciotka Waszego szczeniaczka, która zużyła się szybciej niż jego matka?

    Nie wiecie, że to dla nas bardzo stresujące, bo naprawdę lubimy swoją pracę, lubimy rozmawiać z właścicielami i lubimy swoich pacjentów. Nie lubimy przekazywać złych wieści, wytykać błędów, a sytuacja idealna to ta, w której pacjent jest zdrowy. Boimy się, że Wasz pies może umrzeć lub zachorować.

    Nie wiecie, że nieprzyjemny zapach, który czujecie to efekt rozpadającego się guza sutka u suczki przygotowywanej w sąsiednim gabinecie do operacji albo efekt ropiejących zębów w psa, który swoje życie spędził gryząc pręty w klatce. Być może to dziadkowie Waszego szczeniaczka?

    Nie wiecie, jak wielka jest nasza frustracja, że w dobie internetu umiecie wpisać w Google "szczeniak maltańczyk", ale najwyraźniej nie potraficie zapytać "jak kupić rasowego psa". Spróbujcie, zobaczycie różnicę.

    Nie wiecie, że ostatnio wśród sześciu zaprzyjaźnionych lekarzy, których staż pracy wynosi od 3 do 12 lat, tylko raz jednemu z nas zdarzył się właściciel, który przyszedł zapytać o wybór hodowli PRZED zakupem psa. JEDEN RAZ. Za to historii o parwowirozie, pasożytach, wadach genetycznych i śmierci szczeniąt każde z nas ma bez liku.

    Nie wiecie, że kiedy stukacie w klawiaturę pisząc jakie kary powinny dosięgnąć zwyrodnialców, my płaczemy nad miotem szczeniąt umierających jeden po drugim. Nad suczką, której rosnący guz sutka przerzucił się na płuca. Nad psem chodzącym pięć kroków w jedną i pięć w drugą, bo takie wymiary miała klatka. Nad psem, który kuli się i sika na widok człowieka. Nad psem bez oczu z powodu nieleczonej jaskry. Nad suczką, która spędziła styczeń na balkonie, bo szczeniaki sprzedały się przed gwiazdką, zła dieta i nieleczone zapalenie pęcherza spowodowały kamicę, a "właściciele" nie chcieli w domu psa sikającego krwią. Nad psem głuchym z powodu przewlekłego zapalenia uszu, łysego i drapiącego się do krwi z powodu świerzba, ale ciągle mogącego zapładniać suki.

    Nie wiecie, że to na nas spoczywa odpowiedzialność i podejmowanie decyzji wraz z nowymi Właścicielami takich psów. Uśpić? Ratować? Co dalej, bo nawet jeśli leczymy, to chętnych na szczeniaki jest nieporównywalnie więcej niż na psy wymagające pracy, opieki i mnóstwa cierpliwości.

    Czy możecie coś zmienić? Zastanówcie się.

    To Wasze decyzje wpływają na postępowanie rozmnażaczy psów, pseudohodowców. Jesteście współodpowiedzialni za to, co działo się w tamtym miejscu, a podobnych jest całe mnóstwo.

    Naszą pracą, ale i pasją jest leczenie zwierząt. Sprawianie by ich życie było wolne od bólu i chorób. Nie możemy robić tego dobrze, nie uświadamiając ich właścicieli. I prześladuje nas świadomość, że na Waszego ślicznego szczeniaka przypadają jego rodzice, których nikt nie widział, dzieciństwo spędzone w klatce, rodzeństwo które nie przeżyło ciężkich warunków i kolejne pokolenia, które czeka to samo. Więc jeśli poczuliście się urażeni naszą miną na widok Waszego szczeniaczka to przeczytajcie ten tekst jeszcze raz. Mamy nadzieję, że zrozumiecie.

    Relacja z interwencji w pseudohodowli: https://www.facebook.com/pg/pogotowiedlazwierzat/p...


Skontaktuj się z nami

Godziny otwarcia przychodni:
poniedziałek - piątek 9:00-20:00 sobota - niedziela 10:00-14:00

Zadzwoń do nas: 22 641 11 23 lub napisz: moc.liamgtewrodoet